Jak wspomóc dziecko, by wyrosło na miłośnika słowa pisanego?


children-studying-670663_1920
Źródło: pixabay.com/pl

Jak wspomóc dziecko, by wyrosło na miłośnika słowa pisanego?

Trudno powiedzieć, pewnie nie ma uniwersalnych metod, ja jednak posłużę się przykładami, jak we mnie zaszczepiono tę miłostkę.

Kiedy byłam dzieckiem (a także na każdym innym etapie życia) dom mój pełen był książek. One nie tylko leżały cierpliwie na półkach, pokrywając się kurzem, ale towarzyszyły domownikom na co dzień, były wiernymi i wartościowymi kompanami. Są nadal. Przykre, że niektórym one kojarzą się jedynie z obowiązkowymi lekturami, które „trza” przerobić i cześć.

Także rozmaite gazety i czasopisma były tym, co nakręcało mnie i pozwalało odpływać w świat słowa pisanego. Podczas gdy moi rówieśnicy brykali po podwórzu, ja – z własnej i nieprzymuszonej woli – z zapartym tchem poczytywałam felietony ś. p. Tadeusza Burzyńskiego (Gazeta Robotnicza). Do dziś wspominam cykl: „Wątpię, więc jestem”. Mam nawet gdzieś wycinki z gazet, z cenniejszymi dla mnie myślami.
Kiedy miałam lat naście od deski do deski czytałam Gazetę Wrocławską, a kiedy odczuwałam potrzebę polemiki – wysyłałam do nich listy, które – niejednokrotnie – wychodziły drukiem. Potem zaczerpnęłam kolejnej namiętności – branie udziału w rozmaitych konkursach. Wciągające i rozwijające.

Z nostalgią wspominam też czasy, gdy jeździliśmy na wakacje do kuzynostwa. Niepodzielną królową fotela bujanego była Babunia, która godzinami snuła fantastyczne opowieści o czasach swego dzieciństwa. Opowiadała tak barwnie, i tak interesująco, że słuchaliśmy wszyscy jak zaczarowani. Wpatrywaliśmy w Nią dziecięce oczęta, pąsowe buzie rozwieraliśmy szeroko (ze zdumienia), zatracaliśmy swe zmysły w melodii Jej słów. O całym świecie wtenczas zapominaliśmy – przenosiliśmy się do leśniczówki, która była główną bohaterką wszelkich opowieści i czuliśmy, jakoby nas spotykały te wszystkie niesamowite przygody. Dziś, gdy jesteśmy już dorosłymi kobietami i mężczyznami – i poruszamy te wspomnienia w naszych rozmowach, przechodzi nas dziwny dreszcz, bo – oto – jakaś siła niezwykła budzi w nas małe dziewczynki i małych chłopców. To wszystko jest takie żywe… A to właśnie ta mała dziewczynka – którą niegdyś byłam – postanowiła, że w przyszłości spisze wszystkie babcine opowieści; na chwałę Jej i ku szczęśliwości innych dzieci.

W nudne, pochmurne, dżdżyste dni, nie zasiadaliśmy przed komputerem, ani telewizorem (może dlatego, że to inne czasy były?), ale bawiliśmy się w rozmaite gry słowne czy zagadki. Po pierwsze: zacieśniało to więzy rodzinne, po wtóre: kształtowało koncentrację, kreatywność i całą masę cech, które okazały się później przydatne w życiu. Szkoda, że dziś, w wielu domach wygląda to zupełnie inaczej…

Ważną rolę w moim życiu odegrał także sławetny pamiętniczek. Zarówno ten, w którym zbierało się wpisy sympatycznych kolegów i koleżanek (później ewoluowało to w tzw. złote myśli), jak i zeszyt, który zadręczałam swoimi (mniej lub bardziej wydumanymi) problemami. Kochany Pamiętniczku to, Kochany Pamiętniczku tamto… Gdy sięgnąć po zbiór tamtejszych rozważań, boki można dziś zrywać ze śmiechu – niemniej, z pewnością, pozwoliło to na wypracowanie własnego stylu i szlifowanie warsztatu rzemieślniczo-piśmienniczego. Zatem, Drogi Rodzicu, spraw swemu dziecięciu pamiętniczek (najlepiej zamykany na kłódeczkę, bo to dodaje – w oczach dziecka – swoistego smaczku; któż bowiem nie lubi pławić się w sekretach?). Po pierwsze: pozwoli mu to oswajać swe emocje, gdyż słowo wypowiedziane, nazwane – nie ma już takiej siły rażenia, jak to, które buzuje niebezpiecznie w zadręczonym umyśle. Po drugie: może kiedyś okaże się, że to był kamień milowy w odkryciu pisarskiej pasji i rozwijaniu tegoż talentu?

Tym, co najmocniej odcisnęło piętno na mej miłości do pisaniny – jest epistolografia. Sztukę tę uprawiać poczęłam (bardzo niezdarnie) tuż po zakończeniu pierwszej klasy. Wyjechałam na wakacje, zatęskniłam za przyjaciółmi, wtenczas mama kupiła mi aromatyczną papeterię i powiedziała: „napisz do nich”. Do dziś mam listy z tamtego okresu, pachnące wspomnieniami, beztroską i czystymi, pierwszymi – nieskażonymi dorosłym postrzeganiem – uczuciami. Nic to, że literki krzywe są i koślawe, nic, że co zdanie czai się byk… Z czasem banalne: „Cześć, na wstępie mojego listu… bla bla bla… pa pa, całusów sto dwa” przekształcać poczęło się w coś znacznie wartościowszego. Głębsze treści, głębsze przyjaźnie, głębszą miłość do słowa pisanego. Szkoda wielka, że dziś tak łatwo poddajemy się pośpiechowi, stawiamy na mejle, smsy, komunikatory, portale społecznościowe. Zatracamy umiejętność posługiwania się zdaniami złożonymi: wszak liczy się zwięzłość i natychmiastowość. Nie pamiętamy już co to kaligrafia, a szczytem naszych umiejętności jest szybkie, bezwzrokowe pisanie na klawiaturze. A ja tak lubię, gdy wzrok obejmuje czule talię zgrabnych liter, kiedy pieści ich kształt, kiedy nurkuje pośród strof przycupniętych na kartce papieru… Tęsknię za widokiem listonosza i odkreślaniem dni w kalendarzu, kiedy spodziewać można się odpowiedzi. Cóż, idąc z czasu duchem rzucę się chyba w wir e-pistologr@fii.

Kolejnym etapem słów oswajania były… piosenki. Do dziś honorowe miejsce w szafce zajmuje obszerny segregator z mnóstwem dziecięcych tekstów pod melodię najróżniejszych, znanych mniej lub więcej, piosenek. To była niezła nauka: podpasować tekst pod melodię, tak, by rytm, liczba sylab i rym jakoś ze sobą współbrzmiały. I można było uczynić zadość dwóm pasjom naraz: tej muzycznej i tej grafomańskiej.

Wieczorem – zamiast telewizji – zapodawano nam moc słuchowisk oraz bajek-grajek z płyt winylowych, które nie tylko rozgrzewały naszą wyobraźnię do czerwoności, ale i zapewniały kolorowe sny. Czasami aż tęsknię za magią tamtych chwil…

Wracając do początkowego pytania: jak wspomóc dziecko, by wyrosło na miłośnika słowa pisanego?
Otóż: stwarzać okazje do posługiwania się tym orężem, nie zmuszać, nie ograniczać…
I – nade wszystko – nie tłamsić prawa do wyrażania własnego zdania. W Ł A S N E G O. Forma dowolna.

Reklamy

2 thoughts on “Jak wspomóc dziecko, by wyrosło na miłośnika słowa pisanego?

  1. Zarys artykułu można odnaleźć w serwisie airstar.pl, pt. „Jak we mnie zaszczepiono zamiłowanie do słowa pisanego?”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s